
Choćbym ze sto kończyn miała,
choćbym bardzo, bardzo chciała,
chyba nigdy tak nie będzie,
że porządek będzie wszędzie.
Pranie wstawić, pranie złożyć,
zmyć naczynia, coś ułożyć.
Ugotować i odkurzyć,
najlepiej oka nie zmrużyć.
A tu dzieci ukochane,
nie chcą bawić się wciąż same.
Z przyjemnością z nimi siadam,
bawię się, wiersze układam.
Potem lekarz, spacer, sklepy,
ja, mój mąż, nasze przylepy.
Kąpiel, bajka, czas do spania,
no i czas na nadrabianie:
spraw codziennych, papierkowych,
tych na później, tych domowych.
Sprawy pilne wciąż czekają,
a pilniejsze dojrzewają.
Trzeba mieć energii sporo,
jak osiłków dziesięcioro.
Czas baterie naładować
i się pod kołderkę schować,
by wstać rano uśmiechniętym,
chociaż "tyci" wypoczętym.
(Wszystkie mamy, a może nie tylko, wiedzą co mam na myśli :))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję, że do mnie zajrzałeś, że wierszyk mój przeczytałeś :)
A jeśli komentarz zostawisz, przyjemność wielką mi sprawisz ;)